Kiedy miasto zasypia, nam wydaje się, że robi się „cicho”. Ale to tylko cicho dla ludzi. W tle cały czas gra ukryta orkiestra dźwięków, których nasze uszy nie rejestrują. Mowa o ultradźwiękach – bardzo wysokich tonach, powyżej 20 kHz. Dla nas cisza, ale dla wielu zwierzą to kakofonia, czyli nieprzyjemna dla ucha mieszanina różnych dźwięków….
Skąd biorą się ultradźwięki?
- Elektronika: ładowarki, listwy zasilające, zasilacze od laptopów i telewizorów potrafią „piszczeć” przy pracy. To tzw. piszczenie cewek – drobne drgania elementów w środku.
- Lampy i reklamy: stare świetlówki i niektóre przetwornice w lampach LED generują wysokie tony.
- Klimatyzacja i pompy ciepła: sprężarki, wentylatory i falowniki pracują w zakresach, które wlatują w ultradźwięki albo okolice graniczne.
- Czujki, odstraszacze, alarmy: czujniki ruchu, syreny, ultradźwiękowe odstraszacze gryzoni lub komarów – my mamy spokój, ale pies już niekoniecznie.
- Infrastruktura miasta: stacje transformatorowe, trakcyjna elektronika tramwajów, ładowarki do aut elektrycznych, windy, a nawet bankomaty – tu i ówdzie „szeleści” elektronika mocy.
Dlaczego człowiek nie słyszymy ultradźwięków?
Nasze uszy najlepiej łapią dźwięki w okolicach 1–4 kHz. Z wiekiem górna granica słyszenia spada – nastolatki czasem „łapią” 18–19 kHz, dorośli często już nie. Więc to, co dla psa jest głośnym piskiem, dla nas jest totalną ciszą. A mózg dodatkowo filtruje stałe, jednostajne szumy, żeby nas nie męczyć.
Jak to wpływa na zwierzęta?
- Psy i koty: mają szersze pasmo słyszenia (psy do ok. 45 kHz, koty nawet do 60–65 kHz). Nic dziwnego, że czasem bez wyraźnego powodu „nastawiają radary”, nie chcą przejść koło jakiegoś sklepu albo nerwowo reagują w windzie.
- Nietoperze i gryzonie: używają ultradźwięków do echolokacji i komunikacji. Miejski „ultrasmog” może im mieszać w „rozmowach” i nawigacji.
- Ptaki: na ogół nie słyszą tak wysoko jak koty, ale wysokoczęstotliwościowy szum i tak dokłada im stresu, maskuje sygnały ostrzegawcze i śpiewy partnerów.
- Owady: część nocnych owadów wyczuwa wysokie częstotliwości; sztuczne brzęczenie plus światło LED to dla nich dodatkowy chaos.
Co się dzieje nocą?
W nocy tło akustyczne w zakresie słyszalnym spada – mniej aut, mniej ludzi – więc względnie „głośniejsze” stają się te wysokie tony. Do tego dochodzą zjawiska atmosferyczne: nocą chłodniejsze powietrze przy ziemi może odbijać fale dźwiękowe i niektóre źródła słychać dalej (tzw. inwersja temperatury). My nadal nic nie słyszymy, ale zwierzaki – owszem.
Czy da się to zmierzyć?
Tak. Wystarczy mikrofon pomiarowy o szerokim paśmie i aplikacja/oprogramowanie do analizy widma. Na spektrogramie wyraźnie widać „prążki” 15–40 kHz, zwłaszcza obok transformatorów, reklam LED i klimatyzatorów. Niektórzy badacze korzystają nawet z detektorów nietoperzy (bat detector), które „tłumaczą” ultradźwięki na niższe częstotliwości, żebyśmy mogli je usłyszeć.
Czy to szkodzi ludziom?
Bezpośrednio raczej nie – skoro nie słyszymy, to nie mamy typowej irytacji dźwiękiem. Ale bywa, że wysoka częstotliwość „zahacza” jeszcze nasze pasmo (np. 16–18 kHz) i wtedy może męczyć, powodować ból głowy czy rozdrażnienie. Prawdziwy problem mają zwierzęta domowe i dzikie – dla nich miasto bywa jak klub z wiecznie grającym wysokim sykiem.
Co możemy zrobić?
- Dobór sprzętu: wybierajmy porządne zasilacze, żarówki i ładowarki – te tańsze częściej piszczą.
- Serwis: buczenie, pisk klimatyzacji czy windy to często kwestia zużytych cewek, łożysk, luźnych mocowań. Zgłoszenie do administracji bywa skuteczne.
- „Ciche” podwórko: jeśli to możliwe, odsuwajmy budki z elektroniką od wybiegów dla psów czy budek lęgowych.
- W domu: nie trzymajmy odstraszaczy ultradźwiękowych, jeśli mamy zwierzaki; unikajmy ładowarek non-stop w gniazdku.
- Zielenina i planowanie: pasy zieleni i mądre planowanie instalacji pomagają „rozpraszać” hałas – także ten, którego my nie słyszymy.
Dlaczego o tym mało się mówi?
Bo to z definicji „niesłyszalne” dla większości z nas. A hałas kojarzymy z czymś, co nam przeszkadza tu i teraz. Tymczasem dla psów, kotów, nietoperzy czy jeży nocne miasto to nie zawsze kojąca cisza, tylko gęsta sieć ultradźwiękowych sygnałów, w której trzeba się odnaleźć.
Następnym razem, gdy wyjdziesz z psem na wieczorny spacer i zauważysz, że omija konkretny sklep szerokim łukiem albo napina uszy przy przystanku – możliwe, że „słyszy” coś, co dla Ciebie nie istnieje. Miasto brzęczy,ale po prostu nie dla nas…..


Dodaj komentarz